Przepraszam za niechlujstwo w sprawie niezniesienia pańszczyzny

Ponieważ przyszłość budzi jakby mniejsze zainteresowanie być może coś da się zrobić chociażby w zakresie uleczenia narodowej tożsamości. 

Wynika to po części z przeczytania książki „Cham niezbuntowany”.  Książka udowadnia, że posiadając pewien nadprogowy poziom wiedzy o polskiej historii  niektóre homo sapiens są zdolne do analizowania i zestawiania historycznych faktów w sposób uwolniony od traumy bezpośrednich lub czasowo nakładających się, nieprzepracowanych przeżyć i emocji oraz wynikłych z nich stygmatów. Będąc pod wpływem imponującego zbioru obserwacji Rafała Ziemkiewicza poczyniłem jedną ale ważną komplementację.

Mianowicie nasi kolejni królowie nie byli zdolni uruchomić pierwszorzędnej dla wzmocnienia swojej władzy dźwigni, która w zmieniających się warunkach zewnętrznych oznaczała istotne usprawnianie, a od XVII w.  wręcz ratowanie polskiej państwowości. Polska demokracja, w tym jeden z jej filarów -Wolne elekcje, najwyraźniej doszły do przysłowiowej ściany tj. do niemożności dalszej, choć niezbędnej poprawy procedur negocjacyjnych (tzw. ucierania publicznych postanowień sejmowych). Tak oto dobre intencje zapewnienia wolności szlacheckiej prawdopodobnie zderzyły się z zbytnią  dumą, jeśli nie pychą tejże i głównych jej aktorów. Tymczasem demokracja wymaga skromności.  Stąd m.in. oparcie w niektórych protestanckich społecznościach aparatu państwowego na mnichach. Polskie próba włączenia kościoła katolickiego zostały zaburzone przez dość bolesne zderzenie się za Zygmunta Wazy z protestancką reformacją. 

Tak więc skoro technika i psychologia negocjacji nie rozwinęła się wystarczająco proporcjonalnie do  ambicji szlachty  w sferze ich wolności osobistej  (10% ludności), wolna elekcja, aby uniknąć „bratobójczych bezpłodnych sporów”  wyewoluowała w kierunku tradycji wyboru polskich królów spośród zagranicznych rodzin monarszych.  To nauczyło europejskie ośrodki władzy, że Polska jest panną do wzięcia. Wystarczy tylko wspomóc trochę groszem i obietnicami synekur odpowiednie polskie stronnictwo polityczne. 

Gdzieś w okresie krystalizowania się tej tradycji powinien pojawić się jakiś bystrzejszy władca, który za cenę np. ograniczenia szlacheckiego obowiązku Pospolitego Ruszenia narzuciłby zniesienie pańszczyzny jednocześnie narzucając warunek służby wojskowej przez wyzwolone chłopstwo.

Oczywiście taka zmiana ustrojowa musiałaby być b. misternie przemyślana i  precyzyjnie wdrażana. Przy wydatnej pomocy kleru szlachta mogłaby sama „pomóc” dopilnować zgłaszania się lub jak w było w Szwecji wyposażenia np. co 10 z wolnych chłopów do królewskiego wojska i nawet dokładać się finansowo, gdyż nie musiałaby wtedy niespodziewanie porzucać swoich gospodarstw dla udziału w niespodziewanych ekspedycjach wojennych. Regularna armia byłaby w ten sposób odciążeniem polskiej gospodarki. Potrzeba by tu kilku mechanizmów gospodarczych. Wyzwolenia bez nadania ziemi albo z nadaniem ziemi np. z b. trudno egzekwowalnych dawnych ekonomii królewskich (królewskich ziem oddanych w dzierżawę magnatom) przejętych przez magnatów.

Brak wyzwolenia chłopstwa uniemożliwił zbudowanie trwałej silnej armii, której oparte na dobrowolnej służbie szlachty zagrodowej pospolite ruszenie niemal pod żadnym względem nie mogło zastąpić. Pospolite Ruszenie stało się z czasem bardziej ideolo niż faktyczną armią. Stopniowo wszystkie otaczające nas kraje a nawet zamorska Szwecja miały znacznie nowocześniejsze armie.  Polskie pospolite ruszenie stawało się więc dla nich łakomym kąskiem.

Jednocześnie ta dość karykaturalna ustrojowa figura pańszczyzny generowała olbrzymie pokłady społecznej krzywdy niemal 90% obywateli I Rzeczpospolitej, pokłady skutkujące m.in. podczas Wiosny Ludów i  Powstania Styczniowego.

Czuję się więc zobowiązany w imieniu polskich królów epoki prosperity niniejszym przeprosić – przede wszystkim polską wieś, ale pośrednio też wszystkich innych, którzy tak silnie ucierpieli wskutek pomiatania nimi z powodu braku silnej władzy królewskiej oraz  wskutek rozbiorów,  nieudanych powstań  i  klęsk wojennych na przestrzeni dziejów. 

Z poważaniem

Zyga 3